Życie codzienne

DOKĄD TEN ŚWIAT ZMIERZA?

otwarta dłoń pomalowana na biało-czerwono

Obserwując to, co aktualnie dzieje się w naszym kraju, nie sposób odgonić od siebie wciąż powracającego i dręczącego pytania postawionego w tytule tego wpisu. I choć trudno zaripostować jednoznacznie, to równocześnie żadna z odpowiedzi, które przychodzą mi na myśl nie jest optymistyczna. Faktem jest, że żyjemy w trudnych czasach, kiedy nastroje społeczne są dalekie od stonowanych, emocje burzą krew w żyłach, a powietrze wokół nas jest gęste od pogardy, nienawiści, wrogości i tym podobnych niechlubnych uczuć. Przewrót, który dokonał się w sferze obyczajowej na przestrzeni ostatnich 30-stu lat spowodował, że zmienił się sposób, w jaki postrzegamy innych ludzi, jak ich traktujemy i jak wyglądają nasze wzajemne relacje. Ci z Was, których dzieciństwo przypadło na lata 70 i 80 ubiegłego wieku wiedzą o czym mówię.

Pamiętam czas, kiedy było biednie, ale jednakowo; gdy mieliśmy niewiele, ale potrafiliśmy się dzielić; gdy żyliśmy razem, a nie obok siebie. Pamiętam czas, kiedy do sąsiadki zwracałam się per „ciociu”, podczas gdy teraz nie znam nazwiska osoby mieszkającej za przysłowiową ścianą. Pamiętam ludzi serdecznych, życzliwych, przyjaznych, tak różnych od tych współczesnych, na każdym kroku czyhających na twoje najmniejsze potknięcie, jeśli nie dla zysku, to dla własnej chorej satysfakcji. Głęboko zapadł mi w pamięć obrazek przedstawiający mnie samą, zasmarkaną gówniarę biegającą z kluczem na szyi, którą samodzielności nauczyło życie. Pamiętam nastoletnie koleżanki gotujące obiad dla młodszych braci i sióstr pod nieobecność matek pracujących na popołudniową zmianę w szkołach, szpitalach, fabrykach. A dzisiejsze rodzicielki? Biorą wolne w pracy, aby zapewnić transport swoim prawie dorosłym dzieciom, które nie są w stanie pokonać odcinka szkoła – dom o własnych siłach, bo wiatr przecież wieje albo deszcz pada. Pamiętam czas, kiedy centrum „dowodzenia” i źródło rozrywki wszelakiej znajdowało się nie w zwojach zamkniętych w obudowie komputera, ale tuż przy podwórkowym trzepaku. Gdy nie mogliśmy się rozstać z kumplami, kiedy mama z okna sygnalizowała porę powrotu do domu, tak jak dziś równie ciężko jest nam oderwać wzrok od rozświetlonych ekranów naszych smartfonów. I kiedy największą karą był nie spacer z psem, ale zakaz „opuszczania kwatery” i zabawy na świeżym powietrzu. Pamiętam czas, kiedy wielkoduszność była nagradzana, a nie napiętnowana oraz gdy charyzma i potrzeba niesienia pomocy, a nie dobra materialne, stanowiły o wielkości człowieka.

Najgorsze jest jednak to, co dzieje się w naszych sercach i umysłach. Wszechobecna zawiść i zazdrość, brak szacunku, degradacja największych wartości, wykluczenie Boga, upadek moralny, a przede wszystkim nasza zgoda i przyzwolenie na to wszystko, w żaden sposób nie doprowadzą nas do szczęśliwego finału.

Dokąd więc ten świat zmierza? Boję się odpowiedzi…

Tagged , , , , , , ,

1 thought on “DOKĄD TEN ŚWIAT ZMIERZA?

  1. Też pamiętam tamte czasy i z wieloma spostrzeżeniami się zgadzam, ale to nie jest cała prawda. Bo tamte czasy to także siermiężność, upodlenie, kłamstwa, zakazy, donosy. Psychika nasza tak działa, że wspominając je teraz jako czasy dzieciństwa, wybielamy czas i go gloryfikujemy. A to, że tamte czasy były, to teraz doświadczamy właśnie ich złych owoców. I musimy je zjeść, będąc dorosłymi. A to już inna perspektywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.