Życie codzienne

BABY, DAJCIE CHŁOPOM ŻYĆ!

Kobieta wskazuje palcem na siedzącego obok niej mężczyznę

Taka sytuacja w osiedlowym spożywczaku około2 tygodnie temu. Idę sobie spokojnie z koszyczkiem i zgrabniutką listą zakupów w ręku, gdy nagle staje mi przed oczami obrazek niczym ze starej polskiej komedii. Oto, w alejce z nabiałem i produktami mlecznymi rodzina jak z obrazka. Ona piękna, zadbana, rzekłabym nawet odpacykowana, on tyleż atrakcyjny, co zmęczony życiem, czytaj: nią, z rozbieganymi oczami, jakby szukający drogi ucieczki. Wraz z nimi dwoje dzieci, jedno w wózku, drugie obok, już na własnych nóżkach. Jako, że rozmawiali podniesionym tonem, a właściwie ona mówiła tak głośno, że mimo wrodzonej grzeczności, która nakazuje „nie podsłuchiwać”, ograniczona powierzchnią sklepu, nie potrafiłam uciec na tyle daleko, żeby nie słyszeć. Jak na złość docierało do mnie każde pojedyncze słowo i wbrew swojej woli stałam się świadkiem tej jakże dobrze znanej nam kobietom tyrady. Otóż Pani, typ zdecydowanie dominujący, musztrowała męża tymi oto słowami:  

Dzwoniłeś do Zenka?

– Uhm…

– No przecież widzę, że nie dzwoniłeś! Od kilku dni proszę, żebyś zadzwonił, ale ty jak zwykle w d… masz moje prośby!

– Alinka ciszej, w sklepie jesteśmy.

– I co z tego, że w sklepie. A co sklep to złe miejsce na rozmowy? Tak samo dobre, jak każde inne. A ty nie zmieniaj tematu. W ogóle mi nie pomagasz. Myślisz, że wystarczy raz w tygodniu z dziećmi na spacer pójść i śmieci wynieść? Cały twój wkład. I do tego jeszcze prawie w ogóle cię nie ma.

– Alinka, ja pracuje 10 godzin dziennie.

– A ja na całym etacie w domu. Gotuję, sprzątam, piorę, prasuję. A ty nigdzie mnie nie zabierasz! Kiedy ostatni raz gdzieś wyszliśmy? No kiedy?

– W ostatni weekend, kiedy nie musiałem być firmie, poprosiłem o zastępstwo… Byliśmy w kinie przecież…

– To wyjątkowo w sobotę, a wcześniej kiedy? Nie pamiętasz co? Ja też nie! I znów moja matka musiała zostać z dziećmi, bo twoja jak zwykle nie mogła. Dama jedna. A tak w ogóle to najwyższy czas zastanowić się nad zmianą pracy.

– Alinka, ale ja dobrze zarabiam…

– Za dobrze. Jak tak dalej pójdzie zabiorą nam dofinansowanie do mieszkania. A każda złotówka się przecież liczy. Dzieci rosną. Ubrania nowe trzeba kupić. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Nigdy mnie nie słuchasz!

– Słucham…

– Ty w ogóle mnie nie szanujesz. Bo co? Bo w domu siedzę??? Wiesz jaka to ciężka praca? Nie mam czasu dla siebie. Prawie wszystkie rzęsy mi wypadły, bo nie mam chwili, żeby do kosmetyczki pójść, że o dostrzyknięciu kwasu w usta nie wspomnę. Wiesz jak ja za moment będę wyglądać? Jak potwór. Będę się wstydziła do ludzi wyjść.

– Alinka przestań, wyglądasz pięknie…

– Pięknie… Niedługo pies z kulawą nogą się za mną nie obejrzy. Ty też mi nie mówisz nic miłego, żadnych komplementów.

– Powiedziałem ci przed chwilą…

– A tam wymuszony taki. Ale żebyś mi  tak od siebie, spontanicznie powiedział, to nigdy.

-Ciągle ci mówię, ze jesteś najpiękniejsza na świecie…

-No właśnie i ciągle to samo, jakbyś innych miłych słów nie znał. Ach, no i musimy jeszcze wrócić po musztardę. Przez to twoje gadanie, znów byśmy o niej zapomnieli. Dlaczego tylko ja muszę o takich sprawach pamiętać ? Wszystko na mojej głowie!

Itd. Itp. Spojrzałam ukradkiem na faceta, stał lekko przygarbiony, jakby przytłoczony ciężarem tych wszystkich zarzutów. Pomyślałam, że ma chłop dużo cierpliwości. Ja nie zniosłabym połowy tego, a mój mąż, jak go znam, jednej czwartej. Ogarnęło mnie takie współczucie dla tego obcego w sumie człowieka, że kiedy nasze spojrzenia się spotkały, mimowolnie posłałam mu pokrzepiający uśmiech, wysyłając jednocześnie komunikat: proszę się trzymać, jestem z panem. Odwzajemnił uśmiech, lub raczej jego namiastkę, podnosząc lekko kąciki ust, ale kiedy nagle zorientował się, że żona wnikliwie mu się przygląda, ten grymas chwilowej radości, którą na chwilę udało mi się wywołać, zastygł na jego obliczu. W ciągu ułamka sekundy zdołałam zarejestrować jak wyraz jego twarzy stał się nijaki, posępny, a w jego oczach na nowo zagościł smutek. W tamtej chwili uświadomiłam sobie, że jeśli zaraz stamtąd nie prysnę, to i mi się dostanie od tej Alinki-furiatki. Wzięłam więc nogi za pas i pomknęłam z prędkością światła do kasy z pustym prawie koszykiem. Zakupów nie mogłam zaliczyć do udanych, ale nie wytrzymałabym w tamtym miejscu ani minuty dłużej.

I tu nie mogę się powstrzymać, żeby nie zadać Wam decydującego pytania: Czy ta scena jest Wam znana? Feministki z pewnością wykrzykną: Brawo dla tej pan! Nie ma szans, żeby porozmawiać z mężem domu, to przynajmniej w sklepie jej się udało. Sprytna babka. Wie, że mąż w miejscu publicznym będzie chciał uniknąć awantury, więc wygarnęła mu wszystko, co jej leżało na wątrobie, a czego nie miała szansy powiedzieć wcześniej. I może faktycznie jest w tym jakaś racja, a może nie. Być może drzemie w nas taka jędza, która czasem, pod wpływem „sprzyjających” warunków, wyłania się z zakamarków naszej duszy, żeby zaznaczyć swoją obecność i potwierdzić tym samym dwoistość naszej kobiecej natury. Jeśli część z Was w odpowiedzi na moje pytanie kręci głową na znak zaprzeczenia, to pewnie tak jest. Ale nawet jeśli nie Wy, czy nikt w Waszym najbliższym otoczeniu, w rodzinie, lub w wśród znajomych nie widzi w sobie cząstki tej cytowanej wyżej Alinki, to z pewnością nie możecie jednoznacznie stwierdzić, że nigdy nie spotkałyście się z podobnym problemem, choćby  w rzeczywistości kinowej. Wystarczy tu przytoczyć znakomitą polską komedię „Kogel Mogel”. Na pierwszy plan filmu wysuwa się wątek wykładowcy i jego znerwicowanej żony, która najogólniej mówiąc zatruwa mu życie, popychając go do flirtów i powodując, że zaczyna się interesować innymi kobietami. Niby tylko film, tylko komedia, ale problem prosto z życia.

Z pewnością zastanawiacie się co skłoniło mnie do poruszenia tego tematu. Otóż, w akcie samoobrony odpowiem, że nie opowiadam się po stronie mężczyzn i nie postrzegam ich jako istot zupełnie niewinnych i pokrzywdzonych w tym konflikcie. Równocześnie jestem daleka od obarczania całkowitą winą wyłącznie rodzaju żeńskiego, bo jak zawsze leży ona gdzieś po środku. Chciałabym tylko pokazać tę kontrowersyjną kwestię z innej nieco strony i spowodować, żebyśmy my babki spojrzały na nią z punktu widzenia osoby trzeciej i postarały się ocenić ją w sposób bardziej obiektywny.

Jakie mogą być konsekwencje zachowania Alinki, każda z nas wie, lub się domyśla. I może sytuacja nie ta sama, problemy nie te, a okoliczności zupełnie inne, ale ta tendencja do ciągłego narzekania i psioczenia na czym świat stoi wrosła w nas niepokojąco głęboko i nieopanowana w porę może stać się permanentną, acz niechcianą cechą naszej osobowości. Ciągłe krytykowanie i marudzenie, atakowanie partnera nieuzasadnionymi pretensjami i manifestowanie postawy pokrzywdzonej przez los, patrz: przez męża, nie może się skończyć dobrze. No bo jak tu żyć skoro cieknący kran – wina chłopa (tyle razy prosiłaś go przecież, żeby naprawił), zasmarkane dzieci – wina chłopa (przyniósł grypę z tego swojego biura), żółta kałuża na środku pokoju – wina chłopa (nie masz czasu, żeby wyprowadzić psa na spacer, zajmujesz się przecież dziećmi), a nawet zupa za słona, to też jego wina (statystyki podają, że w coraz większej ilości gospodarstw domowych, gotowaniem zajmuje się właśnie mężczyzna). Brudno – chłop, czysto, ale nie tak, jakbyś tego oczekiwała – chłop, śmierdzi – chłop, pachnie, ale nie tak jak powinno – chłop! I choćby Ci d…. miodem smarował, to też Ci nie dogodzi. Spójrzmy prawdzie w oczy, czasem po prostu przesadzamy. To nieustanne obrzucanie faceta wyrzutami, inkryminacja i bezpodstawne oskarżanie znacznie nadwyręża potencjał związku, jego formę, witalność i pomyślność. Mężczyzna, podobnie jak my ma swoje uczucia i choć z natury jest być może mniej emocjonalny, łatwo go skrzywdzić, a pamiętajmy, że słowa mogą zranić bardziej dogłębnie niż naostrzony przed chwilą nóż. Cóż więc robi? Wycofuje się, ucieka z domu, przesiaduje w pracy, notorycznie biorąc nadgodziny, bo kto chciałby obcować z taką sekutnicą. Wychodzi wieczorami, traci zainteresowanie tym, co dzieje się w domu, na czym z reguły cierpi jego relacja z dziećmi, czuje się samotny, zaczyna okazywać zainteresowanie innym kobietom, wysyła sygnał o treści jestem dostępny, zdradza…

Dlatego Babo najwyższy czas się ocknąć, zakończyć ten zatruwający życie rytuał głupoty. Masz pretensje do chłopa? Za mało angażuje się w obowiązki w domu? Spędza całe wieczory na kanapie przed telewizorem, podczas gdy Ty padasz na przysłowiowy ryj? Nie zrobił tego, o co setki razy go prosiłaś? Za dużo je, za dużo pije, za dużo tlenu Ci z powietrza zabiera? Weź go na stronę i wygarnij mu raz, a porządnie. A nawet zrób awanturę. Dlaczego nie? Masz prawo! Wykrzycz mu wszystkie swoje żale prosto w twarz, daj upust swoim emocjom, niech popłyną łzy, doprowadź do sytuacji, w której usiądzie i przyzna Ci choć część racji. Tylko na miłość boską – nie zrzędź!

I na koniec, modyfikując nieco tekst piosenki wykonywanej przez Pawła Domagałę, powiem Ci: weź nie p…., weź się przytul, z korzyścią dla zdrowia, samopoczucia, związku i rodziny. 😉 Pozdrawiam 🙂

Tagged , , , , , , ,

1 thought on “BABY, DAJCIE CHŁOPOM ŻYĆ!

  1. Takie sytuacje zdarzają się bardzo często, kiedy kobieta zajmuje się domem i ma sporo czasu na myślenie. Zauważyłam to u wielu moich koleżanek. Kiedy oboje pracują – takie sytuacje praktycznie się nie zdarzają. Mężczyzna, który musi utrzymać całą rodzinę ( w tym przypadku aż 4 osoby) może być nieco zmęczony, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.