Życie codzienne

DEKALOG MĘŻATKI

para młoda na tle kościoła

Kamila Kampa, poetka i aforystka bardzo trafnie opisała sposób, w jaki my kobiety postrzegamy swoich mężów i umiejętnie zamknęła go w zaledwie jednej sentencji. Otóż napisała, że „gdyby myśli mogły zabijać, niejeden współmałżonek już by leżał w prosektorium”. Jeśli teraz zrobiłaś wielkie oczy, to albo oszukujesz siebie, albo nie jesteś żoną i o małżeństwie nie wiesz nic, albo wiesz bardzo niewiele. W kwestii zalegalizowanego związku pozostajemy idealistkami bardzo krótko, bo zazwyczaj do pierwszej kłótni, która zwykle następuje tuż po ślubie, kiedy to opadną pierwsze piórka, zazwyczaj na widok niepozmywanych naczyń, niewyniesionych śmieci, czy temu podobnej błahostki. Później jest już niestety tylko gorzej. Z czasem sprzeczki zmieniają się w awantury, po których następują coraz dłuższe okresy milczenia, potocznie zwane „cichymi dniami”. I choć na początku dość szybko udaje nam się porozumieć, to w późniejszym okresie nawet perspektywa przypieczętowania paktu o nieagresji w formie łóżkowych przeprosin nie wydaje nam się już tak pociągająca. Nie muszę chyba nadmieniać, że całkowitą winę za wywołanie konfliktu, jego eskalację i zerwanie wszystkich ustalonych po wcześniejszym sporze postanowień pokojowych ponoszą w naszym mniemaniu mężczyźni. A my? Choćbyśmy wytoczyły w tej walce swoje najcięższe działa, uciekły się do najbardziej przebiegłych, niecnych i okrutnych zasad wojny partyzanckiej, czy tez rozpowszechniły na całą rodzinę wymierzoną we wroga (czytaj: męża) propagandę, np. poprzez niekończące się rozmowy telefoniczne z mamusią, my nie mamy sobie nic do zarzucenia i zawsze znajdziemy dla siebie usprawiedliwienie.

I w tym miejscu Drogie Panie muszę Was rozczarować i podważyć naszą babską niezachwianą wiarę w swoją niewinność i nieomylność oraz przeświadczenie o słuszności naszego postępowania. Niedojrzałym i zgoła infantylnym jest przekonanie, że tylko my mamy rację, a wina nie leży pośrodku. Upierając się przy tym założeniu i tupiąc nóżką, bo przecież nasze musi być na wierzchu, pogarszamy swoją sytuację. Jawimy się jako osoby niezdolne do dialogu i wypracowania kompromisu, a co za tym idzie działamy na niekorzyść naszego związku. Małżeństwo jest jak pole minowe, pełne niespodzianek i nieoczekiwanych, a zarazem zaskakujących sytuacji. Jeśli nie zachowamy należytej ostrożności i rozwagi, jeśli pozwolimy, żeby emocje przyćmiły zdrowy rozsadek, to tak, jakbyśmy stąpały po nim bez wykrywacza metalu. Aby uniknąć czyhających na nas niebezpieczeństw, chciałabym Wam dziś objawić 10 przykazań wzorowej mężatki, do których przynajmniej w niewielkim ułamku powinnyśmy się zastosować, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. 😉

1. Miłuj męża swego, jak siebie samego. Ta sentencja to podstawa mojego dekalogu i niezaprzeczalny numer jeden wśród wszystkich zasad współżycia małżeńskiego. I nie mówię tu o rezygnacji z siebie i swoich potrzeb, czy całej masie wyrzeczeń, które prawdopodobnie teraz przyszły Wam do głowy, na rzecz Waszego współmałżonka i jego życiowego komfortu, rzecz jasna . 😉 Co to, to nie! Miłość własna jest bowiem tak samo ważna. Jestem jednak zdania, że silna więź i sposób w jaki okazujemy swoje uczucia to fundamentalne wartości, które składają się na podwaliny Waszego wspólnego życia. Bez nich ta budowana nieraz latami misterna konstrukcja, zwana miłością, może lec w gruzach w ułamku sekundy. Dlatego nie bójmy się pokazywać na co dzień jak bardzo nam na sobie zależy, począwszy od małych gestów po duże czyny. I pamiętajmy, że to nie słowa są najważniejsze, wszak powiedzieć można wszystko. O tym jak dużo znaczymy dla siebie, świadczy przede wszystkim nasze postępowanie i to, ile jesteśmy w stanie z siebie dać.

2. W natłoku codziennych spraw tak trudno jest nam znaleźć czas dla siebie. Zazwyczaj budzi nas poranna rutyna, po niej następuje praca, a na kolejnym miejscu plasują się inne obowiązki, np. domowe. Nic więc dziwnego, że kładziemy się spać mówiąc dobranoc zmęczeniu, monotonii i planom na następny dzień, zamiast własnemu małżonkowi. Takie poddanie się sztampie nie wnosi do naszego związku nic poza jednostajnością i powtarzalnością, które skutkują pojawieniem się nudy, będącej największym wrogiem małżeństwa. Dlatego wbrew wszystkim i wszystkiemu, często nawet wbrew sobie, spróbujcie wygospodarować czas, aby pobyć razem. Jeśli nie codziennie, to przynajmniej raz czy dwa razy w tygodniu. Zorganizujcie wtedy wspólne wyjście, kolację przy świecach, czy choćby seans filmowy z winem i krakersami. Wprowadzenie tego ważnego zwyczaju do naszego zapełnionego po brzegi terminarza nie jest zadaniem niewykonalnym, a wyłącznie kwestią ustalenia priorytetów. Korzyści natomiast są absolutne. Zyskujemy poczucie bliskości, ożywają emocje i przypominamy sobie o łączącej nas więzi.  Nie tylko dodajemy polana do ogniska miłości, ale również podsycamy żar przyjaźni i wzajemnego przywiązania.

3. Nie ufaj bezgranicznie, nawet jeśli Twój mąż nigdy Cię nie zawiódł, czy też w żadnym poważnym stopniu nie nadwyrężył Twojego zaufania. Jeśli podarujesz mu bezmiar swobody, uwierz mi, prędzej czy później to wykorzysta, niekoniecznie w sposób, jakiego byś oczekiwała. Wiedząc, że dajesz mu niczym nieograniczoną wolność, będzie miał poczucie, że nie ma takiego zachowania, którego byś nie zaakceptowała. Może nawet zacząć testować granice Twojej tolerancji, a tu już zaczyna się mało przyjemna dla Ciebie, a zarazem niebezpieczna gra, która może się okazać opłakana w skutkach. Dlatego najlepiej jeszcze przed ślubem, ustalcie jasne zasady i wyraźnie zakomunikuj swojemu partnerowi, w którym miejscu zapalisz czerwone światło, jakie zachowania są dla Ciebie do przyjęcia, a na które nie będziesz przymykać oczu. W ten sposób zyskasz szacunek męża i jednocześnie opinię wartościowej kobiety z zasadami.

4. Jasno i wyraźnie komunikuj swoje potrzeby. Mężczyźni tak bardzo różnią się pod tym względem od nas kobiet. Nie licz więc na to, że mąż będzie czytał Ci w myślach wiedziony tym szczególnym rodzajem intuicji, w który wyposażone są niestety tylko niewiasty. Jeśli więc będziesz mieć poczucie, że Cię zaniedbuje, bo przecież fakt, że wzięliście ślub nie oznacza jednocześnie, że nagle kumple i piwo przestaną istnieć, zamiast się dąsać, powiedz mu o tym, lub zaproponuj równie atrakcyjną alternatywę. Już Twoja w tym głowa. 😉

5. Nie wierz mu jeśli po kolejnej kłótni, kiedy to znów wytknęłaś mu jego opieszałość w kwestii wywiązywania się z obowiązków domowych, on obieca Ci, że już na pewno nie zapomni o wyrzuceniu śmieci i że już nigdy nie opuści łazienki, jeśli wcześniej nie umyje zachlapanego podczas golenia lustra. Próżne nadzieje. Jeśli mamusia nie wpoiła mu pewnych nawyków związanych z utrzymaniem czystości, kiedy był dzieckiem, nie łudź się, że Ty tego dokonasz. Za późno. 🙁 Dlatego aby uniknąć ciągłego marudzenia i suszenia mu głowy, a sobie regularnej frustracji, pogódź się z faktami i skup na pozytywach. Z pewnością jest coś, w czym Twój mąż może Cię wyręczyć. Jeśli np. jego pasją jest gotowanie i może poświęcić temu zajęciu nawet kilka godzin, tylko po to, aby dostarczyć rozkoszy Twojemu podniebieniu, to nawet mimo, że robi przy tym straszny bałagan, a kuchnia po jego kulinarnych dokonaniach wygląda, jak po wybuchu bomby atomowej, pozwól mu na to. W myśl powiedzenia, że małżeństwo to sztuka kompromisów, trzeba iść na pewne ustępstwa. Nie ma ideałów, on też nim nie jest. Dlatego zaciśnij zęby i nie narzekaj. Przed Tobą kupa roboty, ale za to z pełnym żołądkiem. 😉

6. Nie bądź za bardzo „nad”, tzn. nadopiekuńcza, nadgorliwa i nie nadskakuj mu. Zachowując się w ten sposób spowodujesz, że on będzie „bez”, czyli bezwzględnie, bez skrupułów i bez mrugnięcia okiem wykorzystywał tę jakże komfortową i wygodną dla niego sytuację z pobudek, jak się domyślasz, czysto egoistycznych. Jest spora szansa, że postępując w ten sposób wyhodujesz na własnej piersi wyjątkowo samolubną żmiję, która z premedytacją będzie czerpać korzyści dla siebie, z siebie natomiast dając niewiele. Doprowadzisz do sytuacji, w której znajdziecie się na dwóch przeciwległych biegunach. A czy o to chodzi w związku? Przecież zależy Wam obojgu, aby funkcjonować na jednym poziomie, będąc „współ” – współmałżonkami współpracującymi nad ciągłym ulepszaniem jakości Waszego współżycia. 😉

7. Pozwól mu na zachowanie pewnej odrębności i daj mu co najmniej tyle prywatności, ile sama chciałabyś dostać. Fakt, że gdzieś na dnie Waszej szuflady z dokumentami zalega papierowy dowód na zawarcie przez Was związku małżeńskiego, nie oznacza jeszcze, że musicie każdą niemalże chwilę spędzać razem i spijać sobie słowa z ust. Nie denerwuj się, jeśli dużą część czasu Twojego małżonka pochłania jego hobby. Mężczyzna, który ma swoje pasje jest dużo bardziej interesujący niż tzw. „Janusz” spędzający każdy wieczór w ciepłych kapciach przed telewizorem. Ty w tym czasie możesz skupić się na swoich drobnych przyjemnościach dla obopólnej korzyści. Dlatego postaraj się być w tym względzie wyrozumiała, a mąż z pewnością to doceni i odwdzięczy się propozycją wyjścia, wyjazdu, bądź zaskoczy Cię innym ciekawym pomysłem na wspólny relaks.

8. Dbaj o siebie i swój wygląd. Polowanie zakończone, ale zdobycz trzeba jeszcze przy sobie zatrzymać. 😉 Jakkolwiek śmieszne wyda Ci się to w tej chwili, na dłuższą metę jest w tym sporo racji. Kiedy opadają silne emocje, które towarzyszą początkom związku, wkrada się rutyna, a szara rzeczywistość zaczyna pukać do drzwi, zrób wszystko, żeby jej nie wpuścić. Miej świadomość, że widok zaniedbanej kobiety z siwymi odrostami, bez cienia makijażu, przyodzianej w rozciągnięty dres i dzielnie dzierżącej w dłoni mop, będący jej nieodłącznym atrybutem, a zarazem dopełnieniem tego odstręczającego obrazka, to za dużo, jak na jednego męża. Nie insynuuję oczywiście, żebyś każdego ranka, włącznie z weekendowymi, zaskakiwała go karnawałowym make-upem i uczesaniem, jak po wyjściu z salonu fryzjerskiego. Naszej skórze i włosom też należy sie odpoczynek od uciążliwej codziennej pielęgnacji i nie zawsze dobroczynnych produktów chemicznych. Mam tu raczej na myśli czystą i błyszczącą czuprynę, zdrową nawilżoną cerę, zadbane paznokcie i jędrne ciało bez zbędnego balastu w postaci nadprogramowych kilogramów. Poświęć pół godziny kilka razy w tygodniu na aktywność fizyczną, która jest najlepszym i przynoszącym najbardziej spektakularne efekty, kosmetykiem. Zabiegi te z pewnością zaowocują poprawą wizerunku, a Ty mając świadomość atrakcyjnego wyglądu, poczujesz się szczęśliwa i pewna siebie, co na pewno nie umknie uwadze Twojego męża. Oczami wyobraźni już widzę jak słupek rtęci na termometrze Waszych uczuć zaskakująco szybko się podnosi . 😉

9. Nie krytykuj i nie marudź. Wiem, wiem, łatwo powiedzieć. Postaraj sie przynamniej ograniczyć uwagi i żale do niezbędnego minimum. Ciągłe pretensje zabijają łączącą Was więź i poczucie bliskości. Kiedy ciskasz pioruny pod jego adresem i robisz mu wyrzuty z powodu byle pierdoły, on czuje się jak po zabiegu kastracji. Mężczyźni są bardzo wrażliwi na punkcie bycia docenianymi i chwalonymi. Jeśli on, po wykonaniu „arcytrudnego” zadania nie widzi błysku podziwu w Twoich oczach, czy choćby odrobiny zadowolenia, przestaje się starać, jego motywacja spada i przyjmuje tak denerwująca Cię bierną postawę. Aby tego uniknąć, zacznij go doceniać i nie skąp mu pochwał. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak dobroczynnymi w skutkach okażą sie te sprytne zabiegi. 😉

10. Szanuj męża swego, możesz mieć gorszego. Szacunek równa się miłość i miedzy dwojgiem ludzi jest tak samo ważny jak ona. Najpełniej wyraża się poprzez umiejętność bycia dobrym słuchaczem, rozmawiania o problemach, nie ranienia słowami, ale przede wszystkim jest kluczem do pokonywania różnic w porozumieniu między małżonkami. Kobiety  czują potrzebę rozmowy o swoich emocjach, mężczyźni najbardziej cenią sobie spokój, pragnąc wszelkie dyskusje mieć jak najszybciej za sobą.  Nic więc dziwnego, że na tej płaszczyźnie wybuchają konflikty. Aby im zapobiec musimy oddać palmę pierwszeństwa wzajemnemu szacunkowi, który w tym kontekście ściśle wiąże się z docenianiem drugiej strony oraz uwzględnianiem jej potrzeb i odczuć. Jeśli Twój mąż nie ma ochoty na rozmowę, nie susz mu głowy, ani tym bardziej go nie proś. Okaz trochę cierpliwości (tematowi temu poświęcę odrębny post) i zaczekaj na bardziej sprzyjający moment. Małżonek widząc Twoje opanowanie i luz z jakimi podchodzisz do problemu, będzie zdecydowanie bardziej skłonny do rozmowy na nurtujący Cię temat. I wreszcie, bądź lojalna. To również forma okazania szacunku. Uwierz mi, że wtajemniczanie matki czy przyjaciółki w meandry Waszych konfliktów, kiedy negatywne emocje sięgają zenitu, przyniesie Ci tylko chwilową ulgę. Później, kiedy już się pogodzicie, pozostanie niesmak i wyrzuty sumienia. Dlatego nie warto. Wykaż się dojrzałością i postaraj się swoje problemy rozwiązywać sama, bo obciążanie nimi osób trzecich, bez względu na to jak bardzo są Ci przychylne, najzwyczajniej nie należy do dobrego tonu.

Tak, mniej więcej, przedstawia się ”10 przykazań” mojego autorstwa. Mam nadzieję, że post skłonił Was do przemyśleń i refleksji. Jestem ciekawa Waszego zdania. Czy myślicie podobnie? Czy w jakiś sposób zmodyfikowalibyście moją listę? Coś dodali, a może usunęli? Piszcie w komentarzach i na maila. Serdecznie pozdrawiam i życzę udanego weekendu. 🙂

Tagged , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.