Życie codzienne

KOMPLEKSY I JAK SOBIE RADZIĆ Z… TYMI, KTÓRZY JE MAJĄ

ciemna sylwetka młodej kobiety na tle zachodu słońca

Ostatnio naszła mnie pewna refleksja. Otóż, zaskoczyło mnie, jak często już w swoim życiu stawałam się celem ataku ze strony osób, które uprzednio uważałam za życzliwe i przychylne.  Co więcej, ta eskalacja skierowanych we mnie negatywnych emocji następowała często w najmniej oczekiwanym momencie i nic jej wcześniej nie zapowiadało. Przeciwnie, zazwyczaj działo się to w sytuacjach, kiedy coś udało mi się osiągnąć, bądź też odnieść jakiś mały życiowy sukces. Tak więc w momencie gdy spodziewałam się ciepłych słów uznania, dostawałam w twarz jakimś od niechcenia rzuconym złośliwym komentarzem, lub tekstem z przemyconą między wierszami nutą ironii. I choć nigdy szczególnie się tym nie przejmowałam, domyślam się, że nie wszystkie ofiary takiej słownej napaści są w tym samym stopniu co ja na nią odporne. Czy macie podobne doświadczenia? Założę się, że niestety tak…

Prawda jest taka, że kompleksy ma zdecydowana większość z nas, ale nie wszyscy potrafimy jednakowo dobrze sobie z nimi radzić. Gdybym miała podać ich niestandardową definicję, to opisałabym je jako małe bajty pamięci, które przypominają nam, że nie jesteśmy doskonali. I pół biedy, jeśli mały biust, wąskie usta, czy szerokie biodra nie spędzają nam snu z powiek. Są jednakże liczne jednostki, dla których świadomość ich wad jest problemem uniemożliwiającym normalne funkcjonowanie i współżycie z innymi ludźmi. Są to osoby zazwyczaj słabe psychicznie, z zaniżoną samooceną i niskim poczuciem własnej wartości. A jeśli do tej charakterystyki dodamy jeszcze rozchwianie emocjonalne i nieumiejętność panowania nad swoimi odruchami , to lepiej, żebyśmy tego typu osobowości omijali szerokim łukiem. Co jeszcze wyróżnia ten typ? Przede wszystkim poczucie, że ich słabe punkty dyskwalifikują ich jako ludzi, co w znacznym stopniu  uniemożliwia im osiągnięcie sukcesu zawodowego, towarzyskiego, czy też prywatnego. Jeśli do tego spotkają na swojej drodze jednostkę silną, charyzmatyczną i pewną siebie, świadomość ich słabości zostaje spotęgowana, rodzi się zazdrość, co niejednokrotnie skutkuje agresywnym zachowaniem i wrogością, której w dalszej perspektywie, zaślepieni zawiścią i złością, nie potrafią ukryć. Mają też tendencję do umniejszania zasług innych osób, wyśmiewania się z ich niepowodzeń, ironizowania i szydzenia. Dotknięta tą przypadłością jednostka nie jest w stanie wyrazić pochwały, czy wyartykułować przysłowiowego „dobrego słowa”, ponieważ ma wrażenie, że postępując w ten sposób jeszcze bardziej pomniejsza ilość swoich zasług i zalet na korzyść kogoś, kto ma ich już nadmiar.  Dlatego też, nie oczekujcie od „zazdrośnika” wyrazów sympatii, czy komplementów – jest duża szansa, że się nie doczekacie.

Jeśli spodziewacie się, że w tym miejscu podam Wam gotową receptę na to, jak walczyć ze swoimi niedoskonałościami, to niestety muszę Was rozczarować. Moja wiedza w tym zakresie jest znikoma. Wolałabym skupić się raczej na wspomnianym w tytule radzeniu sobie z destrukcyjnymi zachowaniami, tych jakże hojnie przez naturę obdarowanych w kompleksy osobników. Chciałabym zaproponować Wam dość skuteczne sposoby reagowania w tego typu nieprzyjemnych sytuacjach, podparte nie tyle teorią, czy wiedzą książkową, co mądrością życiową i osobistym doświadczeniem.

1. Zerwij toksyczne relacje.

 Jeśli na co dzień nie jesteście skazani na towarzystwo zatruwającego Wam życie „zazdrośnika”, ani w żaden inny sposób od niego uzależnieni, izolacja jest jedynym słusznym rozwiązaniem. Mało tego, jeśli osoba ta „wypija” z Was resztki życiowej energii, a po rozmowie z nią czujecie się, jak po przekopaniu hektarowej działki, nie ma nad czym dywagować.

2. Szczera rozmowa.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, jeśli tym „krwiopijcą” jest np. nasz bliski współpracownik i o rozluźnieniu kontaktów nie może być mowy. Warto wtedy w bezpośredniej konfrontacji zasygnalizować jak czujemy się w związku z pewnymi agresywnymi zachowaniami oraz wyraźnie zakomunikować, że nie zamierzamy ich tolerować. Napastnik rzadko się spodziewa tak gwałtownej i stanowczej reakcji, dlatego taka rozmowa często odnosi oczekiwany skutek.

3. Ignorowanie ataku i zmiana tematu.

Bardzo skuteczną metodą jest również odwrócenie uwagi agresora od jego głównego zamiaru, czyli np. sprawienia nam przykrości. W takiej sytuacji możemy przerwać potok słów i zupełnie zmienić temat. Zbity z tropu antagonista najprawdopodobniej zamilknie w poczuciu poniesionej klęski i stanie ogólnego osłupienia.

4. Komplement.

Jeśli natomiast macie pewność, że nie zadziałacie na swoją niekorzyść i nie wzmocnicie pozycji agresora, warto powiedzieć coś miłego. W zależności od sytuacji i rodzaju kompleksu z jakim boryka się nasz biedny interlokutor możemy odnieść się do jego urody, fachowości, czy też pozytywnej cechy, jeśli taką w ogóle dostrzegamy. Skuteczność: 100%.  Sprawdzone!

5. Przyznanie racji.

Prawdopodobnie ta rada spotkała się właśnie z Waszym stanowczym sprzeciwem, ale uwierzcie mi, że jeśli wszystkie powyższe wskazówki zawiodą, ustąpienie to jedyne co działa. Nie bez powodu w dzieciństwie tak często przecież słyszymy: „ustąp mu, bądź mądrzejszy”. No właśnie, i o tę mądrość tu chodzi. Odpuszczając pozwalamy, aby opadły negatywne emocje, a atmosfera się oczyściła.  Zdarza się, że w takiej sytuacji zdobywamy kolejny punkt, ponieważ osoba, która dopuściła się względem nas przemocy słownej, milknie i odzyskuje zdrowy rozsądek. Powraca trzeźwy osąd problemu i bardziej krytyczna ocena swojego zachowania. Agresor jest wtedy o wiele bardziej skłonny do wypracowania kompromisu, a nawet zwerbalizowania przeprosin.

Tak w pigułce wygląda moja taktyka w walce z niedorzecznością. 😉 A jak Wy radzicie sobie w takich sytuacjach? Koniecznie podzielcie się swoimi pomysłami i przemyśleniami. Życzę cudownego weekendu. Do następnej soboty! 🙂

Tagged , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.