Moda i styl

CZERŃ W UBIORZE – KLASYKA I ELEGANCJA, ALE… CZY ZAWSZE NA MIEJSCU?

Audrey Hepburn w kapeluszu i małej czarnej

Prawdopodobnie nie raz spotkałyście się z opinią, że czerń jest ponadczasowa, a określenie „mała czarna” z pewnością nie jest Wam obce. Mogłybyśmy określić ją jako tradycyjną, nieprzemijalną, pomnikową i niezniszczalną. I choć z czasem moda się zmienia i pojawiają się nowe trendy, czerń była, jest i zawsze będzie obecna w naszej garderobie. Z jej nieśmiertelnością nie ma sensu dyskutować. Ponadto jest to jedna z niewielu barw, które kryją w sobie wiele sprzeczności. Na przestrzeni lat czerń była symbolem biedy i bogactwa, urodzaju i klęski, a nawet świętości i złych mocy. Już w starożytnym Egipcie była kojarzona z żyzną glebą, podczas gdy w czasach rzymskich stała się sposobem podkreślenia przynależności do określonych grup społecznych, głównie rzemieślników i artystów. W XIV wieku była zarezerwowana prawie wyłącznie dla duchowieństwa, a w dobie XVII-wiecznego religijnego fanatyzmu kojarzono ją ze złymi duchami , czarną magią i nieczystymi siłami. Prawdziwy rozkwit czerni w ubiorze przypadł na okres romantyzmu, kiedy to stała się symbolem poezji i poetów, natchnienia i uduchowienia. Równolegle była uważana za barwę żałobną, szczególnie wśród kobiet, które w XIX wieku obowiązane były nosić ją nawet 4 lata po śmierci swych bliskich. Na początku XX wieku czerń  stała się znakiem rozpoznawczym tych, którzy cenili sobie luksus i szyk, głównie za sprawą Coco Chanel. Ta była wychowanka domu dziecka początkowo projektowała swoje stroje na bazie czerni i bieli, barw typowych dla sióstr zakonnych. Stwierdziła wówczas: Kobiety myślą o wszystkich kolorach z wyjątkiem braku koloru. Powiedziałam, że czerń ma to wszystko. Biel też. Ich piękno jest absolutne. To jest idealna harmonia.  To jej świat mody zawdzięcza „małą czarną”, którą stworzyła będąc w żałobie po śmierci swojego partnera. Ponad wszystko umiłowała ten uniwersalny kolor, będąc jednocześnie zagorzałym wrogiem jaskrawych akcentów. Powiedziała kiedyś: Narzuciłam czerń; również dziś jest silna, bo czerń jest ponad wszystko. Wiele żyjących później trendsetterek i ikon mody wzorowało swoje projekty i styl na ubraniach stworzonych przez Chanel. Były to m.in. Audrey Hepburn, Jackie Kennedy, czy Michelle Obama. Warto również wspomnieć, że czerń jest kolorem wiodącym w ubiorach przedstawicieli subkultur, takich jak punk i goth.
 

kilka czarnych sukienek na manekinach

 

Kiedy zbliża się termin ważnego wyjścia czy oficjalnej uroczystości przeważnie rozważam zakup nowej sukienki. Nie zawsze mam jednak czas i ochotę na bieganie po sklepach. Poza tym chcąc uniknąć każącego wzroku męża i jego niemego pytania : Która to już? Pięćdziesiąta pierwsza?, zazwyczaj zmieniam zdanie. Odzywa się mój wewnętrzny krytyk i w duchu przyznaję mu rację. Sięgam więc do lamusa i zgadnijcie co tam znajduję…  Mój wybór prawie zawsze pada na „małą czarną”.  Czuję się w niej szykownie i komfortowo, zawsze gustownie ubrana, nigdy przebrana.

Są jednak sytuacje kiedy czerń jest co najmniej niestosowna, żeby nie powiedzieć zupełnie nie na miejscu. Z pewnością możemy zaliczyć do nich ślub i przyjęcie weselne. Co odważniejsze panie starają się przełamać tabu i schematy myślowe zakładając mroczne stroje. Te bardziej nieśmiałe próbują przemycić czerń do kościoła i na salę weselną w dodatkach i akcesoriach. O ile ciemne okulary przeciwsłoneczne czy torebka dobrane do jasnej bądź pastelowej kreacji są jeszcze do zaakceptowania, tak chyba wszystkie zgodzimy się, że „cmentarna” suknia nie pasuje do okoliczności.

Czerni powinnyśmy też unikać gdy jesteśmy chore, zmęczone lub niewyspane. Nasza cera nie wygląda wtedy najlepiej, a ciemny strój potęguje jej bladość. Zdecydowanie korzystniej wyglądamy wtedy w jaśniejszych niemniej intensywnych kolorach, które kojarzą się ze zdrowiem, energią i witalnością oraz kamuflują wszelkie tymczasowe niedostatki urody.

Powszechnie wiadomo, że czerń wyszczupla. Tym z nas, które zmagają się z „nadbagażem” pomoże więc ukryć niedoskonałości budowy i wysmuklić sylwetkę. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w przypadku pań bardzo szczupłych, które ze swoją drobną figurą i brakiem kobiecych kształtów nie czują się do końca komfortowo. Odradzałabym noszenie czerni jako barwy bazowej ze względu na duże prawdopodobieństwo uwydatnienia tych nie do końca pożądanych cech.

Porą roku, która zdecydowanie nie jest sprzymierzeńcem ciemnych kolorów jest oczywiście lato. Królują wtedy jasne i kolorowe tkaniny i wzory, które odejmują lat oraz potęgują wrażenie lekkości i subtelności. Nie ma więc powodu, żeby zakładać czarne ubrania, w których wyglądamy ponuro i smutno.  Dajcie się przekonać, że warto odłożyć „czernidła” na półkę i pozostawić je tam aż do sezonu zimowego. I wreszcie upał. Czerń jak żaden inny kolor przyciąga słońce i automatycznie podnosi temperaturę naszego ciała. Nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie, szczególnie gdy marzymy wyłącznie o orzeźwieniu i szukamy zacienionych miejsc, aby choć przez chwilę móc ukryć się przed gorącymi promieniami słońca.

Komplet biało-czarna góra, czarne spodnie
Projekt Coco Chanel – Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie

Wiele pań nosi czerń, ponieważ ją lubią, dobrze się w niej czują, lub nie mogą znaleźć dla siebie kolorystycznej alternatywy. Tak też było ze mną. Wracając do wspomnianej wyżej Coco Chanel, chciałabym zacytować jeszcze jedną wypowiedź tej znamienitej francuskiej projektantki mody. Powiedziała ona, że najlepszy kolor na świecie to ten, który dobrze na tobie wygląda. Jakiś czas temu kierując się przekonaniem, że w czerni właśnie wyglądam najlepiej pasjami kupowałam odzież wyłącznie w tym kolorze. W sklepach wieszaki z ciemną konfekcją przyciągały mnie jak magnes, a w garderobie ze świecą w ręku można było szukać ubrań w jaśniejszych odcieniach. Ze swoją jasną cerą, ciemnymi włosami i mrocznym odzieniem stworzyłam wizerunek „kostuchy” i żyłam w przekonaniu, że tak jest dobrze i tak ma być. Wpisałam się w ten sznyt i trwałam w nim lata… ba nawet dekadę. Olśnienie przyszło tuż przed czterdziestymi urodzinami. W momencie gdy zmarszczki stały się bardziej widoczne zdałam sobie sprawę, że dodaję sobie lat nosząc wyłącznie żałobne stroje. Wychodzenie z „uzależnienia” od czerni trwało jakiś czas, jednak dziś mogę powiedzieć, że wyzdrowiałam, a w mojej szafie królują jasne i pastelowe odcienie. Kolor włosów pozostał ten sam, ale w zestawieniu z moim ulubionym beżem tworzą niezły efektowny duet. Drogie Panie jeśli jesteście brunetkami unikajcie jak ognia czerni od stóp do głów. Ograniczcie się do ciemnych dodatków, które w połączeniu z innymi kolorami pozwolą Wam stworzyć ciekawe kompozycje i dodadzą Waszemu strojowi lekkości. Nie jest tu moją intencją abyście zupełnie zrezygnowały z „małej czarnej”, wszak minimalizm i elegancja zawsze w cenie. Pamiętajcie jedynie, że nasz świat jest tak piękny bo jest kolorowy. Dlaczego nie miałybyśmy przenieść tego piękna do naszej garderoby? Bawmy się modą! Przecież tak to lubimy…:)

 

 

 

Tagged , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.